Skip to main content

Musisz być odporny psychicznie, lubić ludzi i żmudną pracę [WYWIAD]

Profile picture for user Angelina Sielewicz
praca tłumacza przysięgłego

O pracy tłumacza opowiada tłumacz przysięgły ze Lwowa – Bogdan Fotiuk.

Załóżmy, że do Polski przyjeżdża dziewczyna na studia. Dajmy jej na imię Wala. Wszystkie niezbędne dokumenty przetłumaczyła sama, bo zna polski, ze względu na polskie korzenie. Niestety uniwersytet nie uznaje takiego tłumaczenia. Dlaczego? Co Wala ma zrobić w takiej sytuacji?

Wszystkie oficjalne dokumenty w Polsce, już od 1928 roku, muszą być tłumaczone przez tłumacza przysięgłego. Co ciekawe, Minister Sprawiedliwości określa stawki za takie tłumaczenia – pisemne są sztywne, 1 225 znaków bez spacji, czyli jedna strona, to koszt rzędu 35 zł. Stawki mogą oczywiście plus minus nieco odstawać, ale nie mogą znacząco odbiegać od określonej kwoty, bo wtedy już zachodzi podejrzenie nieuczciwej konkurencji. Oczywiście, raz na jakiś czas można charytatywnie coś przetłumaczyć.

Wracając jednak do Wali – gdyby chciała zaoszczędzić, bo sama zrobiła tłumaczenie, tłumacz to zweryfikuje, wtedy stawka będzie o wiele niższa – rzędu 20 zł za stronę. Jest to legalne, zgodne z Kodeksem Zawodowym Tłumacza Przysięgłego, opracowanym na podstawie obowiązującego właściwego ustawodawstwa fachowego przez Polskie Towarzystwo Tłumaczy Przysięgłych i Specjalistycznych TEPIS. Wówczas takie tłumaczenie nabiera już mocy prawnej i traktowane jest jako oryginał. 

Jak można zostać tłumaczem przysięgłym? Czy wymagania zmieniały się w czasie?

Wcześniej istniały bardzo rygorystyczne wymagania wobec kandydatów – ukończone wyższe studia filologiczne, wyższe studium języków obcych albo też dowolna szkoła wyższa lub liceum ogólnokształcące, ale obowiązkowo z danym językiem jako wykładowym. Następnie złożenie egzaminu z wynikiem pozytywnym z tłumaczenia na język obcy i język polski, ze szczególnym uwzględnieniem tekstów z dziedziny prawa. To wynikało z rozporządzenia z 1968 roku.

Natomiast rozporządzenie z 1987 roku ograniczało krąg osób uprawnionych do nabycia uprawnień tłumacza przysięgłego do wyłącznie tych, którzy posiadali dyplom ukończenia studiów na kierunku filologia lub lingwistyka stosowana.

Następnie do 2011 roku obowiązywał wymóg ukończenia studiów wyższych na kierunku filologia lub studiów magisterskich dowolnego kierunku i zarazem studiów podyplomowych w zakresie tłumaczenia. To zostało zniesione ze względu na ograniczanie barier administracyjnych, ale spotkało się z krytyką Polskiego Towarzystwa Tłumaczy Przysięgłych i Specjalistycznych. Od roku 2015 w ramach deregulacji dostępu do niektórych zawodów zniesiono wymóg posiadania magistra, wystarczy licencjat. Wymóg jest tylko taki więc, że trzeba posiadać wyższe wykształcenie i znać język obcy, co zostanie zweryfikowane przez odpowiednią komisję egzaminacyjną.

premier Pawlak, tłumacz przysięgły, wywiad

Jak taki egzamin wygląda formalnie?

Pobiera się wniosek ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości, wypełnia się go i wysyła do ministerstwa. Potem informują cię, na kiedy został wyznaczony egzamin. Ten z kolei ma dwa etapy. Najpierw odbywa się egzamin pisemny, po dwóch-trzech miesiącach, w zależności od liczby chętnych, odbywa się ustny. Do drugiego etapu można być zakwalifikowanym, gdy otrzyma się co najmniej 150 punktów.

Pierwszy egzamin to 4 godziny i 4 teksty o różnej tematyce: gospodarka, prawo, może być też luźny temat, a czasem przechodzący z luźnego na specjalistyczny. Można korzystać z własnych zapisów, jednego słownika specjalistycznego, ale nic więcej. Resztę trzeba mieć w głowie, bo tłumacz przysięgły to tłumacz nieprzeciętny. Szczególnie przy ustnych tłumaczeniach, które się odbywają w sądach, podczas spotkań politycznych, celebrytów, świata kultury czy jakiejkolwiek innej dziedziny życia, tłumacz nie może się zacinać. Podczas egzaminu ustnego siedzi się przed komisją z przypiętym do odzieży mikrofonem. Całe tłumaczenie jest nagrywane. W ten sposób sprawdza się także, czy dana osoba nadaje się na tłumacza przysięgłego, czy może się fatyguje, stresuje. Ważna jest więc wytrwałość psychiczna.

O wynikach egzaminu dowiadujemy się po jakimś czasie na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości. Po pomyślnym zdaniu egzaminu odbywa się przysięga w siedzibie ministerstwa, stąd właśnie tłumacz nazywa się przysięgłym. Po złożeniu przysięgi tłumacz zostaje wpisany na listę Ministerstwa Sprawiedliwości. Dodam, że od 2019 roku biuro tłumacza przysięgłego można prowadzić już poza granicami Polski. Trzeba przyznać, że ta zmiana przydała się niezwykle po nastaniu pandemii.

Nie ma jednak nic za darmo – ile kosztuje taki egzamin?

Zgadza się, cały egzamin wiąże się oczywiście z kosztami. Gdy ja zdawałem w 2018 roku, to było niecałe 900 zł.  Co więcej, jest też wyznaczona stawka, ile kosztuje osobista pieczęć mosiądzowa tłumacza przysięgłego, którą na zlecenie Ministerstwa Sprawiedliwości wykonuje Mennica Polska. Jest to bardzo bowiem poważna, niebagatelna sprawa. (Śmieje się…). Ale oczywiście każda opłata jest uzasadniona. Mówiąc przysłowiowo: „Każda praca się opłaca!”

tłumacz przysięgły, praca, prezydent Kwaśniewski

Praca tłumacza przysięgłego polega m.in. na tłumaczeniu dokumentów. Czy zajmuje się Pan również innymi rodzajami tłumaczeń? Np. literatury pięknej?

Tak, tłumaczeniami ustnymi, a te dzielą się na symultaniczne i naśladujące. Bardzo lubię symultaniczne, kabinowe tak zwane, tu ważna jest zdolność psychiczna, bo przez uszy wchodzi jeden tekst i musisz go zamienić na drugi język i wydać przez usta. Trzeba być dostosowanym do mówcy, do tempa, w jakim mówi. Czasami wstaję albo mówię do osoby, którą tłumaczę, że jeśli chce, aby ją zrozumiano w drugim języku, to powinna mówić wolniej. To nie jest żaden nietakt.

Naśladujące tłumaczenia zaś wykorzystuje się przy tłumaczeniach takich jak np. siedzę przy prezydencie i tłumaczę, co on mówi, a potem mówię mu, co powiedział jego rozmówca. Nie tłumaczę literatury pięknej, bo to jest dla mnie za nudne, choć to może dziwnie brzmieć. Zawsze miałem celujące oceny z języków, ale nie lubię aż tak literatury pięknej, wolę, na przykład, biografie...

Też je lubię :) Zauważyłam, że osoby, które świetnie znają jeden język, później okazuje się, że to niejedyny, jakim się posługują. A Pan ile zna języków?

Na Ukrainie, dawnym terenie Związku Radzieckiego, był obowiązek znać język rosyjski. W szkole podstawowej uczyło się języków zachodnich. W ten sposób nauczyłem się niemieckiego, zresztą bardzo mi się ten język podoba. Znam też angielski, ale tak a little. Lubię ten język również, ale nie uczyłem się go na kursach, bardziej z piosenek. Nieźle znam też języki spokrewnione z ukraińskim – czyli mógłbym pogadać po białorusku, nieźle znam również bułgarski. Bardzo mi się podoba ten język i cała bułgarska kultura, obyczaje, i to do tego stopnia, że byłem już 12 razy w Bułgarii na wczasach.

To mnie Pan zachęcił, bo ja tam jeszcze nie byłam. No dobrze, ale wróćmy do tematu: czy znajomość kilku języków obcych ułatwia naukę kolejnych, w tym ich tłumaczenie?

Jeśli zna się języki spokrewnione, to wtedy idzie to jakoś łatwiej… porównuje się, to jakoś tak się w głowie przemieszcza, że chyba tylko jakiś neurochirurg mógłby to wyjaśnić. Oczywiście są też pułapki językowe – identyczne brzmienie, inne znaczenie.

Dlaczego tłumaczy Pan ten właśnie duet: ukraiński-polski?

Miałem wieloletnie doświadczenie w tłumaczeniach, głównie ustnych, ponieważ moja praca była związana z Polską. Mam pochodzenie polskie. Gdy w 2008 roku weszła ustawa o Karcie Polaka, wiele osób na Ukrainie zaczęło szukać polskich korzeni, aby ją otrzymać, bo daje duże preferencje, jak np. ubieganie się o pracę w Polsce na tych samych zasadach co Polacy. Stąd to polsko-ukraińskie połączenie.

prezydent Komorowski, tłumacz przysięgły - wywiad

Proszę zdradzić nam sekret – komu znanemu Pan pomagał w tłumaczeniu? 

Po studiach pracowałem w Urzędzie Wojewódzkim we Lwowie, był to Komitet Stosunków Międzynarodowych. Tam różni się pojawiali ludzie. Wówczas Polska miała 49 województw, gdy przyjeżdżał wojewoda z Polski, to była już bardzo zacna postać, a więc było dużo poważnych gości. (Warto wspomnieć, że Polska jako pierwszy kraj uznała niepodległość Ukrainy). Zatem wojewodowie, ministrowie, kierownicy różnych instytucji, z takich najbardziej znanych to prezydenci czy marszałkowie sejmu i senatu – ich poznałem i tłumaczyłem.

W bodajże 1994 roku tłumaczyłem prof. Alicję Grześkowiak, marszałka senatu, później miałem zaszczyt tłumaczyć w spotkaniach dwustronnych prezydenta Rzeczypospolitej Aleksandra Kwaśniewskiego i jego odpowiednika na Ukrainie prezydenta Leonida Kuczmę. To było spotkanie na zagarniętym dziś przez Rosję Krymie, w bardzo ciekawym miejscu – w Jałcie. Wcześniej byłem na otwarciu przejścia granicznego w Korczowie też z tutaj wspomnianymi prezydentami. A ostatni raz się spotkałem z prezydentem Kwaśniewskim, którego bardzo cenię i bardzo lubię, w pałacu prezydenckim, kiedy już kończył swoją kadencję w 2005 roku. Kiedy pan prezydent skończył swój wywiad, to powiedział: „to wszystko, dziękuję państwu”, a ja wstałem i powiedziałem, „że to nie wszystko, panie prezydencie”, a on się pyta „dlaczego?”, ja: „bo obiecał pan prezydent zdjęcie pamiątkowe”. Myśmy zrobili je wszyscy w czwórkę, pani redaktor, prezydent oczywiście, operator i ja jako tłumacz. Myślałem, że to już ostatni raz, bo już odchodził z urzędu.

Później tłumaczyłem w telewizji ukraińskiej prezydenta świętej pamięci Lecha Kaczyńskiego – też go miałem zaszczyt spotkać.

No i też bardzo sobie cenię, bardzo lubię wielkiego przyjaciela Ukrainy prezydenta Bronisława Komorowskiego, miałem zaszczyt tłumaczyć go podczas jego wizyty we Lwowie. Potem miałem okazję uczestniczyć w spotkaniu w wąskim gronie w restauracji Baczewskich. Mam do dziś kieliszek, którym się stukałem z prezydentem Komorowskim.

Rok temu spotkałem się z pierwszymi paniami prezydentowymi Polski i Ukrainy, czyli panią Kornhauser-Dudą i żoną ówczesnego prezydenta Petra Poroszenki – panią Mariną Poroszenko. To właśnie z nimi też mam zdjęcie, też miło wspominam to spotkanie. Miałem przyjemność także tłumaczyć Krzysztofa Zanussiego. Dwa czy trzy lata temu przyjeżdżał do Lwowa kręcić film, spotykał się z Wojewodą Lwowskim, wtedy też wyszło tłumaczenie jego książki, wspomnień, na język ukraiński. Otrzymałem zresztą od niego tę książkę z dedykacją.

prezydentowa Kornhauser-Duda, tłumacz przysięgły - praca

Współpracuję z programistami i zdarza mi się słyszeć: „Nie po to studiowałem informatykę, by użerać się z ludźmi”. A w Pana pracy co wydaje się najtrudniejsze, najmniej przyjemne?

Najtrudniej jest wtedy, kiedy mówca za szybko mówi, który nie czuje tłumacza, zapomina, że go tłumaczą, a także kiedy nie zna się tematu rozmowy, więc trzeba się zawsze przygotować, poprosić organizatorów, by jakieś referaty przysłali. Gdy to jest jakieś specjalistyczne tłumaczenie, np. z dziedziny medycyny, to bardzo ciężko bywa. Słownictwo polskiej medycyny jest oparte na rdzeniach własnych, można zrozumieć, o co chodzi, natomiast jeśli chodzi o ukraiński czy też rosyjski, to wszystko jest zapożyczone z łaciny, dlatego trzeba znać również i tamten język. Trudno jest więc, kiedy nie jest się przygotowanym.  

Co by Pan doradził osobom, które chciałaby zostać w przyszłości tłumaczem przysięgłym?

Dużo, dużo żmudnej pracy, nie bać się uczyć, uczyć cały czas, być, tkwić w tym języku, oglądać filmy, czytać książki, szukać dobrych słowników, mam takie nawet sprzed mojego urodzenia, ale bardzo fajne. Lubić po prostu język i nie bać się tych różnych sytuacji, pod kątem psychologicznym. Trzeba kochać ludzi, bo inaczej nie zostaniesz tłumaczem przysięgłym, a tłumacz przysięgły zazwyczaj wykonuje swoje czynności ustnie. Chociaż lubię też czasem odpocząć przy dokumentach.

Gdyby nie był Pan tłumaczem, co by Pan robił?

Zostałbym lekarzem. Dlatego, że jak się zrobi tłumaczenie pisemne jakiegoś dokumentu, to jest ono bardzo potrzebne tej osobie, czy to kandydatowi na studia, czy na przykład nieraz się z takimi losami ludzkimi spotykam… Był pewien chłopaczek, tu tłumaczenie robiłem gratis, zaraz pani zrozumie, dlaczego. 19-latek pojechał do pracy w Polsce. Wracając z tej pracy z kolegą, miał czołowe zderzenie. Koledze nie stało się nic, a ten był tak potłuczony, że gdyby nie był taki młody, toby już był nieboszczyk, tutaj chwała polskim lekarzom i wszystkim tym, którzy się do tego przyczynili, by go ocalić. Jego matka przyjechała do Konsulatu Generalnego RP we Lwowie, konsulat mnie polecił jako tłumacza, bym pomógł tej osobie, temu chłopakowi, którego zresztą nigdy nie widziałem. To były tłumaczenia związane z wypadkiem. Zatem gdybym nie był tłumaczem, tobym został lekarzem.

Ale jakiej specjalizacji?

Chyba chirurg albo jak Z. Freud – psychiatra, seksuolog.

Co jeszcze na sam koniec musimy wiedzieć o pracy tłumacza przysięgłego?

Z tym zawodem wiąże się taka odpowiedzialność fachowa tłumacza, bo musisz tłumaczyć dobrze, taka odpowiedzialność zawodowa, powiedziałbym. Tłumacze przysięgli podlegają odpowiedzialności zawodowej za niewykonywanie lub nienależyte wykonywanie obowiązków i zadań przewidzianych w ustawie.

By wojny niewłaściwym tłumaczeniem nie wywołać (śmiech).

Tak, tak, jak się coś nie tak przetłumaczy, to ho ho.

Dziękuję za rozmowę.

Balcerowicz, tłumacz przysięgły - wywiad

Zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum Bogdana Fotiuka.